Żużel wszedł w moje życie – rozmowa z Marcinem Lewandowskim

Pomimo panującej nadal pandemii Koronawirusa uniemożliwiającej startu sezonu żużlowego, wcale nie musi być to czas bez żużla. Istnieje gra SpeedwayMenager dzięki czemu możemy prowadzić swoje wirtualne drużyny jako prawdziwi managerowie. Dzisiaj prezentujemy rozmowę, którą przeprowadził nasz redakcyjny kolega Mateusz Makles z twórcą tejże gry – Marcinem Lewandowskim. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z rozmową.

Marcin zacznijmy od początku jak to się stało, że żużel pojawił się w Twoim życiu?
Żużel wszedł w moje życie dość naturalnie. Gdy jeździłem na wakacje do babci do Tarnowa cała moja rodzina żyła tym pięknym sportem. Wujek Tomasz Szczepanik zabiera mnie i kuzynów na zawody żużlowe do Mościc. Potem dzięki kuzynowi Tomaszowi Lechowi trafiłem do szkółki Wybrzeża Gdańsk. Od 2004 r. zakochałem się w tym sporcie bez opamiętania, chociaż na zawodach byłem już znacznie szybciej. Pierwszy mój mecz to mecz pomiędzy Polską, a Czechosłowacją. Pamiętam, że kuzyn kibicował rywalom, bo w dzisiejszych Czechach pracował jego tata. Zaraziłem się tą dyscypliną dopiero od turnieju Camel Cup w którym występował Jarosław Olszewski – obok Marcyna Coxa i Tonego Rickardssona, mój żużlowy idol jak się potem okazało.

Pamiętasz swój pierwszy mecz na stadionie w Gdańsku?
Moim pierwszym meczem był ostatni mecz ligowy w 1995 r. w Gdańsku. Zaraz po zakończeniu wakacji podczas których zaraziłem się żużel wybrałem się na żużel w swoim regionie. Był to mecz Wybrzeża Gdańsk ze Spartą Gdańsk, wysoko przegrany. Wybrzeże wtedy spadało z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Miałeś jakiegoś idola dla którego przychodziłeś na żużel ?
Tak. Przychodziłem głównie na mecze dla Marvyna Coxa. Ogólnie mocno kibicowałem Wybrzeżu. Przez 10 lat opuściłem tylko jedno spotkanie na własnym torze.

Nie przeszło Ci przez myśl, żeby spróbować być jak np. Jerzy Szczakiel czy inne znakomite postaci tamtych czasów?
Przeszło. Zapisałem się do szkółki żużlowej, ale to była twarda szkoła życia. Było nas bodajże 18, a trenowało 8. Trzeba było najpierw pracą w warsztacie i podczas meczów zasłużyć na trening, a jak już znalazłeś się na liście miałeś mało czasu na skompletowanie stroju oraz motocykla. Pamiętam, jak podczas treningów wymienialiśmy się… obuwiem. Często Paweł Stormowski pożyczał mi buty czy google, w zamian myłem mu motocykl. Nie masz pojęcia jak cieszyłem się, gdy otrzymałem swoje pierwsze buty żużlowe i dziurawy laczej! Oczywiście buty zniszczone, podarte, o dwa numery za małe. Ale cieszyłem się jak małe dziecko! Mówili na mnie Błędny Rycerz, bo choć miałem małe umiejętności, walczyłem bardzo ambitnie. Pamiętam jak raz wpadłem w dziurę, straciłem kontrolę nad motocyklem, myślałem, że jak dodam gazu to wykonuję i opanuję sytuację. Nic z tego, wbiłem się w wtedy jeszcze drewnianą bandę. W parku maszyn myśleli, że nie wyjdę już z tego. A ja wstałem, otrzepałem się i dalej jazda. Chociaż pamiętam, że zniszczyłem wtedy koledze kask. Pożyczyłem bez jego wiedzy i mocno się wkurzył. Po treningu oczywiście jeszcze myłem motocykle, adrenalina się udzielała. Ale kiedy późnym wieczorem wracałem do domu pociągiem byłem tak poobijany, że nie mogłem ani stać ani siedzieć. Porzuciłem treningi gdy poznałem piękną dziewczynę, dzisiaj moją małżonkę. Priotytety się zmieniły (Uśmiech-dop. redaktor)Byłem od zawsze obecny w parku maszyn, obserwowałem ten sport od kuchni. Najpierw w latach 1996-1997 jako adept sportu żużlowego, potem w 1998 r. jako twórca pierwszej strony Wybrzeża Gdańsk, potem jako dziennikarz i fotoreporter pierwszego portalu żużlowego, którego stworzyłem z Krzyśkiem Magierą i Lukaszem Pietkiewiczem, a który to istniej po dziś dzień. Jako dziennikarz Taśmy w Górę czy nawet w późniejszych czasach Tygodnika Żużlowego.

Nie miałeś myśli, że jak nie uda Ci się być jak Twoi ulubieńcy to może w jakiś inny sposób być bliżej nich np. będąc osobą funkcyjną?
Nie mam pamięci do biegów. Ogólnie mam słabą pamięć, nie pamiętam co się wczoraj działo. Na pewno ważne dla mnie był runda Camel Cup w Tarnowie od której to wszystko się zaczęło.Nigdy chyba nie byłem kibicem. Zawsze wolałem obserwować to co dzieje się w parku maszyn aniżeli na torze. Prace menedżerów, trenerów, ekip poszczególnych zawodników. Dzięki temu tworzę najbardziej realistyczny menedżer żużlowy na świecie. Wiele lat obserwacji tego sportu zaowocowało sporym doświadczeniem i wiedzą.

Masz w pamięci jakiś szczególny bieg, zawody z okresu kiedy zaczynałeś swoją “karierę ” jako kibic?
Różnice są kolosalne. W latach 90-tych podczas meczów zawodnikom pomagali chłopaki ze szkółki, a dzieciak każdy zawodnik ma swoją ekipę. Żużel mocno się u profesjonalizował. Także nie ma już różnicy w sprzęcie pomiędzy rodakami, a zawodnikami ze światowej czołówki. Pamiętam, że jak w latach 90-tych przyjeżdżali obcokrajowcy na mecz to każdy kibic mógł liczyć na ich dwu cyfrówki. Dzisiaj nasi zawodnicy są lepsi niż większąć stranerii.

Marcin wiem, że pomimo pasji do speedway’a realizujesz się w inny sposób. Jak byś mógł naszym czytelnikom zdradzić w jaki?

Zawodowo jestem programistą w fajnej firmie HRsys z Gdyni, rozwijam świetny system do zarządzania procesami HR w firmie. Programowanie i żużel to moja miłość. Programowanie zaraziłem się w 1993 r. w którym otrzymałem swój pierwszy komputer – Atari 65XE. Zamiast grać jak moi równieśnicy, wolałem tworzyć grę. Zapisałem się do klubu komputerowego w moim mieście, byłem jednyną osobą tak uczęszczącą, i uczyłem się programować na Timexie czy Schneider CPC 6128. Potem przerzucili się na PC-ty i nagle pojawiła się zgraja gówniarzy chcących pograć w Prince of Persia czy North & South. Na szczęście odkryłem w sobie moją nową miłość – sport żużlowy. Komputery zamieniłem na stadion. W 1998r. powróciłem tworząc pierwszą stronę Wybrzeża Gdańsk. Pamiętam, że Wieczór Wybrzeża, lokalna gazeta, zrobił ze mną wywiad i nazwał mnie “kibicem zza klawiatury”. W 2000r. połączyłem swoje pasje i stworzyłem pierwszy na świecie żużlowy portal. Przecieraliśmy szlaki dzisiejszym e-redakcjom. Gdy składałem wnioski o akredytacje kluby pytały się co to jest ten cały portal. A zawodnikom pytania do wywiadów pisałem na kartce, wręczałem zaadresowaną do mnie kopertę i przekazywałem po zawodach. Ciekawe czasy. W 2001r. stworzyłem duży portal młodzieżowy Jest-OK.pl. Zebrałem autorów ciekawych stron WWW i pod jedną domeną, w jednej szacie graficznej stworzyliśmy coś, co było niesamowite. Było dostępnych bodajże 15 serwisów tematycznych, w tym mój żużlowy. Moje kreatywne pomysły kradł Onet.pl. Kopiowali nas także inni. A gdy nasz serwis o pierwszej edycji Big Brother w magazynie Bravo wygrał pokonując ten oficjalny, grożono nam sądem. Po 3 miesiącach mieliśmy milion odsłon, a po pół roku wiele nagród na koncie, m.in. witryna tygodnia Dziennika Polskiego czy witryna miesiąca PC World. Niestety po roku musiałem zamknąć, gdyż nie znalazłem serwerowni, która w zamian za reklamę chciałaby nas promować.

Skąd w ogóle pomysł na zrobienie takiego projektu jak Speedway Menager?

Pomysł na Speedway Managera zrodził się z chwili potrzeb. W menedżery żużlowe grałem namiętnie od samego początku. Pamiętam, że z moim kolegą Leszkiem Jakubowskim nie pojechaliśmy na obronę pracy dyplomowej w liceum bo mieliśmy zacięte mecze w Menedżerze braci Mańskich. Dzwonili do nas ze szkoły, że mamy pilnie się stawić, bo czekają na nas (uśmiech)

W pewnym momencie brakowało mi jednak gry sieciowej, gdy dostęp do Internetu stał się już wszechobecny. Miałem znajomych porozrzucanych po całej Polsce i zapragnąłem rozgrywać z nimi mecze na żywo. Wziąłem książkę do ręki i stworzyłem pierwszą, mocno niedoskonałą wersję gry. Było to w 2003r. Rok później kolejną, już z ładną grafiką i meczami rozgrywanymi w czasie rzeczywistym. I tu byłem pionierem, wydając pierwszy taką właśnie grę o żużla. Pasja trwa po dziś dzień. Wydałem w sumie kilkanaście menedżerów żużlowych. Obecnie pracuję już nad ostatnim, wersją PRO dla najbardziej zagorzałych maniaków.

Nie miałeś takich myśli z samego początku “Po co to robić jak i tak może być to niewypał”?

Nie miałem. Może zabrzmi to nie skromnie, ale za co się nie zabrałem – osiągało mneijszy lub większy sukces. Wiele projektów internetowych stworzyłem w swoim życiu. M.in. portal kulturalno-rozrywkowy “Pozytywne Wibracje” czy portal regionalny, które szybko sprzedałem.

Kto w takich chwilach był takim motorem napędowym żebyś się nie poddał tylko szedł na przód?

Motorem napędowym było, jest i będzie moja chora ambicja.

Przy robieniu pierwszej edycji gry myślałeś, że ona się tak zakorzeni w środowisku kibiców speedway’a?

Pierwszą edycję robiłem dla znajomych. Grało w nią 20 osób i kompletnie nie myślałem o tym, aby robić to na taką skalę jak dzisiaj (Uśmiech)

Wiem też, że gra sprawia wiele trudności ponieważ sam kiedyś Ci pomagałem w tym projekcie. Czy nie miałeś chwili zwątpienie i chęci wszystko zostawić i żyć spokojniej?

Chwile zwątpienia są, i to dość często. Na szczęście mam wspaniałą żonę i niesamowitą ekipę, która mocno mnie motywuje w tym co robię.

Trudno jest pozyskiwać osoby, które chcą pomóc Wam się rozwijać?

Przyznam, że łatwo pozyskać osoby do współpracy, ale bardzo trudno znaleźć tych właściwych. Wiele osób przeszło przez Speedway Managera. Tworzę te gry już 17 lat. I dopiera teraz mogę powiedzieć, że udało mi się zbudować mocny, kompetentny zespół, który wspiera i motywuje się na wzajem. Jest nas 10, mamy osoby od marketingu, mamy świetnego grafika, który wciąż się uczy, rysownika, tłumacza, mistrzów gry, którzy pomagają graczom i dbają o porządek w grze. Dzisiaj jest to sprawnie zarządzana machina.

Wiem też, że jesteś dziennikarzem czy ten fakt pomaga Ci rozwijać grę?

Dziennikarstwo stworzyło tą grę. Dzięki obserwacji żużla z perspektywy parku maszyn byłem w stanie odzwierciedlić profesjonalny żużel w mojej grze.

Czy trudno było, jest namówić środowisko żużlowe aby pomogło w promocji gry ?

W moim przypadku nawiązywanie współpracy z ludźmi z tego środowiska nie jest trudnością. Wielu z nich znam od lat.

Macie z zespołem, który pracuje nad tym projektem jakieś dalsze plany na rozwój gry ?

Tak, plany mamy i obecnie je realizujemy. Właśnie tworzymy grę Speedway Manager PRO dla najbardziej wymagających graczy. Będzie nieprzeciętnie trudna i złożona. Wyruszamy także na podbój świata, gdyż równolegle powstaje wersja angielska.

Jeśli jakiś z Naszych czytelników chciałby się przyłączyć do pracy nad grą czy jest taka możliwość ?

Pewnie! Wciąż szukamy ambitnych i utalentowanych ludzi. Dla każdego nieprzeciętnego człowieka znajdzie się miejsce w naszym teamie.

Powiedz czy łatwo Wam wdrażać wszystkie swoje pomysły w życie ? Jeśli nie, to czego Wam na dzień dzisiejszy najbardziej potrzeba ?

Myślę, że tylko środków finansowych nam brakuje, by móc dalej dynamicznie się rozwijać. Sama realizacja nowych pomysłów – a tych mamy mnóstwo – nie sprawia nam żadnych problemów, gdyż jesteśmy dość doświadczonym teamem (uśmiech)

Wiem z naszej prywatnej rozmowy, że poszukujecie ciągle wsparcia z zewnątrz . Jeśli jakaś firma lub osoba prywatna chciałaby Was wspomóc to w jaki sposób może to zrobić ?

Możemy zaoferować naszym partnerom dość ciekawą formę promocji – lokowanie produktu / marki w grze, która w sposób bardzo przyjazny graczom integruje się z naszą graczom, co daje znakomite efekty marketingowe.

Tak na koniec naszej rozmowy coś mi się obiło o uszy, że masz jakąś niespodziankę dla naszych czytelników? To może jakaś mała zabawa w, której do wygrania były by te rzeczy ?

Tak, mam dla Was kody o równowartości każdy 100 zł do wykorzystania w grze. Serdecznie zapraszam do wspólnej zabawy. Na czacie panuje świetna żużlowa atmosfera. Gra jest darmowa, możesz jednak wykupić dodatkowo płatne opcje, które jednak nie wpływają na poziom sportowy prowadzonej przez Ciebie drużyny. A jeżeli jesteś przedstawicielką płci pięknej to grasz u nas całkowicie za darmo!

Dziękuje za poświęcony czas

Dziękuje również i pozdrawiam wszystkich sympatyków czarnego sportu w naszym kraju.

Inf: Własna

Zdjęcia: Marcin Lewandowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *